Saga biur – epizod 1 – oszust na linii

To był jeden z tych dusznych dni. Pogoda już od dwóch tygodni nie mogła się zdecydować czy chce uprzykrzać życie ulewami powoli zamieniającymi Warszawę w Wenecję czy przerzucając się w klimaty słonecznej i pogodnej Doliny Śmierci. Ostatnie dni wyglądały ciągle tak samo: słońce, upał, duchota, ulewa, i tak w kółko. Muchy były tak leniwe, że nie sprawiało najmniejszego problemu trafienie gazetą a podejrzewam również, że celny rzut dyskietką zakończyłby się pełnym sukcesem. Dzień gapienia się w monitor, bez telefonów, smsów i maili przypominających o tysiącach rzeczy do zrobienia. Jednym słowem sielanka i nuda, zakłócone jedynie przez przejeżdżającą na sygnale karetkę i wyjącego sznaucera, który od samego początku jak tu pracuję zawsze tak reagował na sygnał ambulansu. Co jest dziwne, to fakt, że sygnał radiowozu lub straży pożarnej był mu całkowicie obojętny.

Szef firmy – Polski Bill Gates jak to został pieszczotliwie przez nas okrzyknięty siedział w swoim fotelu rozgrywając kolejną partyjkę w Hold’ema na Pokerstarsach.
- Jest źle – powiedział Bill. – klientów mało, reklama nie działa a koszty rosną. Musimy znaleźć nowych klientów.
- Znajdziemy, zobaczysz – odpowiedziałem. – Pamiętasz zeszły rok, też było kiepsko, ale potem wszystko wróciło do normy. Ludzie powracają z wakacji, sytuacja z kryzysem się unormuje i przetrwamy to wszystko – zapewniałem szefa.

Nagle służbowa komórka zaczęła wygrywać swój radosny dzwonek. Dzwonek był ustawiony na roadsny z kilku prostych powodów. Po pierwsze był to sygnał, że to może być nasz nowy klient, po drugie jeśli to klient, z którym mamy podpisaną umowę, i coś w dodatku mu się posypało to trzeba podejść do tego z jak najlepszym humorem i nastawieniem a po trzecie lepiej, żeby klient nie słyszał podczas spotkania marsza pogrzebowego – mógłby nie pojąć logiki, która kierowała osobą konfigurującą telefon. Tymczasem wracając do kwestii dzwonienia…

- Dzień dobry tu firma xxxx w czym mogę pomóc? – grzecznie zapytałem.
- Dzień dobry, dzwonię z firmy Europa, zajmującej się rejestracją i wynajmowaniem domen. – odpowiedziała Pani po drugiej stronie słuchawki.
W tym momencie w mojej głowie pojawiło się małe światełko koloru czerwonego – szeptało: uważaj.
- W czym mogę pani pomóc? – Trzeba było wszakże wybadać o co chodziło miłej Pani.
- Zwróciła się do nas firma, która chce zarezerwować domenę yyyyy.com, .net, .info.pl a znaszego systemu wynika, że posiadają Państwo domenę yyyyy.pl i .com.pl. Dzięki temu Państwa firma ma prawo pierwszeństwa zakupu tych domen. Całkowity koszt rejestracji to tylko 200 zł netto.

Po wspaniałej tyradzie, wiedziałem już, że dodzwoniła się do mnie firma naciągaczy i oszustów – dla niezorientowanych – nie ma czegoś takiego jak pierwszeństwo zakupu domeny – kto pierwszy ten lepszy. Po drugie ceny oferowane przez tą firmę też nie powalały z nóg, zważywszy,  że rejestracja samodzielna wymienionych domen nie przekraczała 100 złotych. Ostatecznie czerwona lampka zmieniła się w wielką syrenę alarmową, wrzeszczącą – OSZUŚCI.
Nauczony doświadczeniem znajomego wiedziałem co muszę zrobić.

- Czy może Pani chwilę zaczekać? Mam bardzo pilną rozmowę na drugiej linii. – powiedziałem.
- Oczywiście – odpowiedziała ucieszona konsultantka.

Połączenie zostało zawieszone a ja w szalonym tempie zacząłem wydawać krótkie polecenia Bill’owi.
- Wejdź na nasz panel i sprawdź jakie jeszcze są dostępnę domeny dla yyyyy.
- Wszystkie  oprócz wcześniej zarezerwowanych przez nas. – Z prędkością błyskawicy zareagował Bill.
- Rejestruj wszystkie – krzyknąłem przez biurko. Wróciłem do rozmowy z konsultantką prosząc ją jeszcze o chwilę cierpliwości.
- Gotowe? – spytałem Billa.
- Już, ale powiesz mi o co chodzi? – zaczął interesować się całym zamieszaniem Bill.
- Zaraz Ci wytłumaczę. – odparłem i powróciłem do lekko zniecierpliwionej konsultantki.
- Dobrze, już jestem – odparłem. – Czy może Pani powtórzyć o co chodziło?
- Oczywiście rozmawialiśmy o domenach, do których macie Państwo pierwszeństwo. Chodzi o domeny yyyyy.com, yyyyy.net i yyyyy.info.pl.
- Ale proszę Pani to są nasze domeny
- Nie, proszę Pana – Państwo posiadacie tylko domeny .pl i .com.pl. Widzę to w swoim systemie.
- To ja mam propozycję, żeby Pani odświeżyła swój system.
- O ktoś zarejestrował te domeny – zaskoczenie wyrwało się z ust telekonsultantki.
- Tak, my to zrobiliśmy. – odpowiedziałem nie kryjąc rozbawienia.
- Wie Pan co, jest Pan niepoważny – stwierdziła rozsierdzona.
- Raczej niepoważni jesteście Państwo oferując… – i w tym momencie nastąpiło rozłączenie.

Pani chyba nie miała dobrego dnia a jeśli miała i go choć w minimalnym stopniu zepsułem, to jest mi z tym naprawdę dobrze. Przez cały czas zastanawiam się ile firm udało im się naciągnąć. Nasz klient miał to szczęście, że został uprzedzony o konieczności kierowania takich „oferentów” do nas. Opowiedziałem o całej sytuacji Billowi a on się tylko uśmiechnął i grał dalej w Hold’ema.

- Cały Bill – pomyślałem i wróciłem do leniwego dnia przed ekranem laptopa.

Share and Enjoy:
  • Blip
  • Wykop
  • Flaker
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Grono
  • Twitter
Ten wpis został opublikowany w kategorii Saga biur. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Saga biur – epizod 1 – oszust na linii

  1. Tiferet pisze:

    piękne, po prostu piękne. odbieram podobne 3-4 telefony tygodniowo… chcą mi wcisnąć wszystko, co już od dawna mamy. od chata dla klientów po reklamę kredytów. nawet się nie wysilą, żeby wejść na naszą stronę.

  2. Słowik pisze:

    Generalnie nie twierdzę, że telemarketing jest zły, bo to tez jest część mojej pracy, ale bezczelne naciąganie ludzi to już jest przegięcie… ale to tylko moje zdanie… jak widać na załączonym obrazku

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>